Translate ♥

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział trzydziesty-trzeci: Pieprzyć ją.

Obudziły mnie irytujące dźwięki mojego auto budzika.
Good Morning, Mr. Bieber.
Dlaczego zgodziłem się aby Scooter zainstalował mi takie gówno w telefonie? Ugh. Z wielkim trudem podniosłem się na łokciach i sięgnąłem po iPhone. Wyłączyłem denerwującą melodię i sprawdziłem pocztę. Dwie wiadomości.
Cześć skarbie, mam nadzieję, że wybaczysz mojemu ojcu wczorajszy wybryk. On jest dobrym człowiekiem, ale wtedy był zmęczony po szpitalu. Przepraszam i całuję, Jennifer xo
Na samą myśl o Jenn rozmarzyłem się. Jednak Bóg wiedział co robi łącząc nas w parę.
Następną wiadomość była od nieznanego mi numeru.
Witaj Justin, miło znaleźć Twój nowy numer. Jeśli będziesz zainteresowany spotkaniem ze mną - pisz tutaj. Będę czekać dziś przed studiem, Selly
Krew gotowała się we mnie od samego rana. Skąd ma numer? Kto jej podał? Dlaczego nie daje mi spokoju? Czemu chce się spotkać? Te pytania dręczyły mnie cały poranek aż do wejścia do studia.

- Ona mnie zadręczy, stary. Dałem jej czas na wyjaśnienie, ale to nic nie zmieniło. To już koniec, a ona nie może tego zaakceptować. A jeszcze bardziej Jennifer. - tłumaczyłem. - Dlaczego nie może być w końcu dobrze?
- Justin, zrozum byliście wspaniałą parą dobre dwa lata. Może czegoś jej brakowało w waszej miłości
- Albo mnie wykorzystała. - przerwałem.
- Daj mi skończyć. - warknął. - Jeśli chcesz się od niej uwolnić to daj się zaprosić na spotkanie. Wtedy nie zaiskrzy i odpuści. Jeśli będziesz grać przeciwnego to będzie Cię męczyć. Zaufaj mi Bieber, wiem co mówię. - poklepał mnie po ramieniu, tak jak zawsze podczas naszych rozmów.
- Dzięki, Scooter. Umiesz pomóc. - uśmiechnąłem się rozluźniając na krześle. Kiedy mężczyzna opuścił pomieszczenie wyjąłem swój telefon otwierając miejsce na nową wiadomość tekstową.

Jennifer
Czas gonił niemiłosiernie, a zajęcia zaczynały się o 11-tej. Ubrana w luźne spodnie i białą bokserkę zeszłam na dół. W szybkim tempie zabrałam z lodówki jogurt, jabłko i wodę. Włożyłam je do torby po czym ubrałam conversy na moje nogi.
- Wychodzę! - krzyknęłam przed zamknięciem drzwi. Muzyka rozbrzmiewała tak szybko jak założyłam słuchawki na moje uszy. Gryz jabłka i w drogę!
Szłam uliczkami Nowego Jorku nie patrząc na otaczającą mnie rzeczywistość. Po prostu szłam i marzyłam. O czymś niewiarygodnie niemożliwym.
Gryz.
May the lord protect me as the world gets hectic My voice projected my life reflected May the lord protect me as the world gets hectic My voice projected my life reflected
Gryz.
Chwila, co ja widzę? 
W tamtym momencie zauważyłam znów tą ciemną postać. Serce przyśpieszyło, adrenalina skoczyła.
Łapać ją czy dać sobie spokój? 
Rzuciłam ogryzek jabłka w kąt i pobiegłam przed siebie. Dziewczyna stała w miejscu i nim zorientowała się, że biegnę w jej kierunku, minęło dość czasu. Zaczęła uciekać. Spróbowałam szybszego biegu, nie udało się. Po pięciominutowym biegu dałam spokój.
Na pewno masz jakieś omamy, to nie możliwe aby ktoś uciekał przed Tobą skoro i tak Cię nie zna. Ogarnij się!
- Przepraszam, ale czemu mnie gonisz? - nieznajomy głos przywrócił mnie do rzeczywistości.
- O Boże, nie strasz mnie! - wrzasnęłam.
- Okej, ale czemu mnie gonisz za każdym razem jak mnie zobaczysz? - spojrzałam na twarz ciemnowłosej, wydawała się znajoma.
- Przepraszam, ale przypominasz mi kogoś. - przetarłam oczy. - Wybacz mi.
- Nie szkodzi, ale obiecaj mi, że to ostatni raz. - uśmiechnęła się.
- To się nie powtórzy...
- Karla. - podała mi rękę.
- Jennifer, miło poznać. - spojrzałam w dół na swój telefon, który wskazywał 11:25. - O cholera! Musze lecieć, mam nadzieję, że znów na siebie wpadniemy, ale tym razem bez gonitwy!
- Też mam nadzieję, trzymaj się!

Justin
O godzinie osiemnastej wychodziłem ze studia w ręku trzymając kluczyki od mojego audi. Odblokowałem zamki w samochodzie i zasiadłem na miejscu kierowcy. Zapaliłem silnik i ruszyłem z piskiem opon. Lubiłem ten dźwięk, dawał mi jakieś dziwne podniecenie i czasami mandaty. Za kierownicą czułem się panem dróg.
To ja tu rządzę, kochani
Dźwięk telefonu wybił mnie z moich rozmyśleń. Odebrałem połączenie od Jenn.
- Cześć kochanie. Tak jadę, ale muszę jeszcze gdzieś pojechać. Wrócę później, nie martw się o mnie. Kocham Cię!
Zaparkowałem samochód przed umówionym miejscem z dokładnością co do minuty. Przejrzałem się jeszcze w lusterku i ruszyłem. Auto zablokowało zamki, a ja spojrzałem przed siebie. Oblizawszy usta poszedłem przed siebie.
- Miło Cię widzieć, Justin. - przywitała mnie całusem w policzek.
- Ciebie również, Seleno.

Jennifer
Cały boży dzień myślałam nad zdarzeniem o jedenastej. Czyżbym miała przywidzenia? Ta dziewczyna była ewidentnie realna i również zastanawiała się nad naszym pościgiem. Ale dlaczego była w miejscach gdzie przebywałam? Dlaczego zawsze nagle znikła?

Godzinę później, Justin
- Barman, jeszcze dwa proszę! - krzyknąłem przez hałas. Odwróciłem się ponownie do mojej towarzyszki, która dziwnym trafem trzymała mnie za rękę. - Nudzisz się, co?
- Z Tobą jest mi dobrze. - drugą rękę przeniosła na moją nogę. - Ale nie powinieneś już przestać zmawiać drinki? - gładziła jednym palcem materiał moich spodni w okolicach uda. - Nie będziesz mógł wrócić do domu. Sprawiało mi to radość, że jestem tu z nią.
Chwila co? Bieber, opanuj się.
- Może Ty mnie odwieziesz do siebie, co? - przeczesałem włosy.
- A co z Jennifer? - zapytała. Sięgnąłem po swój iPhone i odblokowałem ekran. 5 nowych wiadomości i 10 nieodebranych połączeń od Brown. Chyba mogę się zabawić, co?
- Pieprzyć ją.


Od autorki: PRZEPRASZAM TAK BARDZO! Wybaczcie mi za te opóźnienia, ale wakacje i teraz trzecia klasa gimnazjum, ugh. Musicie się przyzwyczaić i uzbroić w cierpliwość.
WAŻNE: na dole bloga jest ankieta jaki blog ma być następny, zagłosujcie w niej! Bardzo mi to pomoże, bo sama nie mogę wybrać co dalej pisać, dzięki!

Jak myślicie: Justin naprawdę zdradzi Jenn? Co to za Karla? Co ona wniesie? Piszcie!

Życzę Wam udanych, ostatnich dni wakacji. Trzymajcie się, kocham Was!

11 komentarzy - następny rozdział

KONTAKT: ask twitter